87,58% Polaków określa się jako katolicy. To mało czy dużo? A może to badanie nic nie znaczy?

Według danych Narodowego Spisu Powszechnego 2011 GUS katolików w Polsce jest 87,58%. Na zdjęciu gdańska droga krzyżowa
Według danych Narodowego Spisu Powszechnego 2011 GUS katolików w Polsce jest 87,58%. Na zdjęciu gdańska droga krzyżowa Fot. Rafal Malko / Agencja Gazeta
Wreszcie – po ponad półtora roku doczekaliśmy się wyników pytania o religię, które Główny Urząd Statystyczny zadał Polakom przy okazji Narodowego Spisu Powszechnego 2011. Jak się okazuje, dominujące w Polsce wyznanie chrześcijańskie – katolicyzm obrządku łacińskiego – zaznaczyło na formularzach 87,58% Polaków. Dlatego 95,5% katolików (jak podawał sam Kościół Katolicki) trzeba ostatecznie włożyć między bajki.

Zawsze śmieszyły mnie dane podawane przez Kościół Katolicki, które określały liczbę wierzących na podstawie chrztu. W ten sposób rekordowa diecezja łowicka miała aż 99,7% katolików! To oczywiście absurd, w który nie wierzył pewnie nawet sam Episkopat. Takie liczby wyglądały lepiej w tabelkach.



Nie będę jednak tryumfował. Nienależący do żadnego wyznania (w tym ateiści, agnostycy, ale też pewnie różnej maści areligijni wyznawcy New age etc.) to zaledwie 2,41% ogółu ludności. Mizerna liczba. Choć można się pocieszać, że według Narodowego Spisu Powszechnego 2011 to druga grupa po katolikach wyprzedzająca trzecich – prawosławnych (0,41%) i czwartych – świadków Jehowy (0,36%).

Chyba, żeby liczyć jeszcze inną tajemniczą rubrykę. Nie wiadomo, co zrobić z osobami, które odmówiły odpowiedzi na pytanie o wyznanie. To aż 7,1% Polaków, czyli około 2 734 000 ludzi! W przypadku 1,63% wyznania z różnych przyczyn nie ustalono, a to kolejne 627 000 obywateli. Skąd te niewiadome? Pozostawiam to pytanie dla socjologów, moje domysły byłyby tu tylko domysłami.

Czytaj też: 10 najlepszych ateistycznych utworów muzycznych. Racjonalizm, ateizm i krytyka religii w muzyce

Czy 87,58% katolików to dużo?

Choć niewierzących jest tak niewiele, to czy członkowie Episkopatu mogą teraz wyciągnąć z lodówek szampany i zapomnieć o strategii nowej ewangelizacji? Inne dane wskazują na to, że jednak nie. W 2011 roku frekwencja na mszach (tzw. wskaźnik dominicantes) wyniosła 40%, a do Komunii Św. przystąpiło 16,1% parafian (najmniej w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej – odpowiednio 25,4% i 10,6%; oczywiście w pojedynczych parafiach te dane sięgają z jednej strony 10%, a z drugiej 90%). A są to dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (nie ma na ich stronie podsumowania 2012 roku, ale np. diecezja warszawsko-praska podaje spadek dominicantes o 2% w stosunku do 2011 roku).

Warto też zwrócić uwagę na sposób obliczania dominicantes. Wspomniane wyżej 40% to nie dwie piąte wszystkich Polaków. Dlaczego? Bo pod uwagę bierze się tylko ochrzczonych. I od tej liczby odejmuje się jeszcze dzieci do lat siedmiu, chorych, starszych etc. co na podstawie struktury demograficznej pozostawia 82% ochrzczonych "zobowiązanych do uczestnictwa w mszy". Dopiero na tej liczbie szacuje się obecność w kościołach. Wychodzi więc ostatecznie – jeśli mnie kalkulator nie myli – że wszystkich Polaków na mszy, gdy liczono wskaźnik dominicantes, było około 12 073 683 czyli 31,32% obywateli (trzeba pamiętać, że są to dane samego Kościoła Katolickiego; można je znaleźć także w zestawieniu GUS Wyznania Religijne – Stowarzyszenia Narodowościowe i Etniczne w Polsce 2009-2011).

Ludzie określający się jako katolicy, ale nieuczestniczący w mszach nie są dużą pociechą dla Kościoła. Religijność wielu takich „wiernych” kończy się na celebrowaniu chrztów, komunii, ślubów i pogrzebów po katolicku. Tak jak to robili rodzice i rodzice ich rodziców. Po ogłoszeniu wyników analogicznego spisu powszechnego w Wielkiej Brytanii pracownicy Richard Dawkins Foundaton for Reason and Science ustalili, że m.in. 46% określa się chrześcijanami tylko, dlatego że tak zostali ochrzczeni. A np. 40% brytyjskich chrześcijan nie wierzy w piekło… Tacy właśnie tzw. chrześcijanie kulturowi to prawdziwy cel nowej ewangelizacji.

Dlatego najlepszym wskaźnikiem liczby wiernych byłaby zmiana finansowania Kościołów. Gdyby zamiast obecnego systemu, a także proponowanego odpisu od podatku, wprowadzić system na wzór niemiecki (czyli nie odpisu, a dobrowolnego dodatkowego opodatkowania), liczba „oficjalnych” katolików spadłaby z pewnością na łeb na szyję.


Zobacz także: 5 filmów, które musi zobaczyć każdy ateista
Trwa ładowanie komentarzy...