O autorze
Rodzina i znajomi już nie byli w stanie słuchać moich wywodów o religii, dlatego założyłem bloga.

Nowe artykuły na Lekcjareligii.pl

Justyna Steczkowska otwiera sezon na powroty z zaświatów. Zbliża się do Polski książka "Dowód" Ebena Alexandra

Justyna Steczkowska, piosenkarka, opowiedziała w "Vivie" o swojej wizycie "po drugiej stronie".
Justyna Steczkowska, piosenkarka, opowiedziała w "Vivie" o swojej wizycie "po drugiej stronie". Fot. Michał Pańszczyk / http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Justyna_Steczkowska_autoryzowane.jpg / CC BY-SA http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en
Justyna Steczkowska wyznała w wywiadzie dla „Vivy”, że jako dziewczynka trafiła po wypadku „na drugą stronę” gdzie była „wśród aniołów”. Piosenkarka wie, skąd wieje wiatr. Niedługo ma się ukazać w Polsce głośna w USA książka neurochirurga Ebena Alexandra pt. „Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył Niebo”. Przeczytałem ją przed premierą. Porozmawiajmy więc o Zaświatach, aniołach i całej reszcie.


„Świadectwo” (jak nazywają podobne wyznania ludzie wierzący w zwiedzanie „drugiej strony”) Justyny Steczkowskiej jest chyba jednym z mniej wiarygodnych, jakie miałem okazję przeczytać. Większość ludzi, którzy twierdzą, że doświadczyli OOBE (out of body experience – przeżycie poza ciałem) albo NDE (near death experience – przeżycie z pogranicza śmierci), stara się chociaż o pozory wzniosłości i prawdopodobieństwa. „Dziewczyna szamana” zwierza się jednak „Vivie”, że po prostu rąbnęła łbem o beton, gdy jako mała dziewczynka jej kuzynka potrząsała dla zabawy jej rowerkiem…


W ten sposób przeniosła się na „drugą stronę”. Nie bawi się nawet w wyjaśnianie, że przeżyła śmierć kliniczną, po prostu „nie było z nią kontaktu”. Pamięta, że było jej dobrze a „wróciła” dzięki modlitwom rodziny i dlatego, że jak sama sobie tłumaczy „Najwyraźniej moje życie tutaj jest ważne.”…


Takie „świadectwo” delikatnie mówiąc nie przekona wielu osób. Większą szansę ma na to Eben Alexander, którego książka ukaże się po polsku w drugiej połowie marca. Już sam tytuł nie pozostawia nam złudzeń, jest to po prostu „Dowód”…

Dowód Ebena Alexandra

Zacznę może od mocnych stron książki, których nie ma wiele, dlatego będzie łatwo je opisać. Czyta się ją nawet nieźle mniej więcej do połowy. Jest jak wartki thriller medyczny z elementami fantastyki. Niestety po tych około stu stronach akcja siada i do tego czytelnik zdaje sobie sprawę, że to nie jest opowiastka fantasy, ale autor próbuje nas na serio przekonać o tym, że był „po drugiej stronie”. Gdy zaczęło się to kazanie, tempo czytania „Dowodu” spadło mi do paru stron dziennie zmęczonych w drodze do pracy.


Druga mocna strona wywodu Ebena Alexandra to sama postać neurochirurga. Nie jest on jakąś gwiazdką rozpaczliwie poszukującą rozgłosu, ale faktycznie neurochirurgiem, który z przekonania chce wszystkim opowiedzieć o swoim zdarzeniu. Pierwsze, co zrobiłem po dostaniu tej książki do ręki było sprawdzenie dr. Ebena Alexandra. Wiele razy w podobnych twierdzeniach o nadprzyrodzoności świata autorzy (albo ich wydawcy) powołują się na stopień naukowy. Okazuje się jednak najczęściej, że osoba, która naukowo próbuje mi wytłumaczyć swoje metafizyczne przeżycia, jest technikiem gastronomem (ci mają pewnie jakąś wiedzą z zakresu anatomii), albo posiadają najwyżej magisterium z psychologii (z całym szacunkiem dla psychologów, ale ten tytuł nie pozwala na tłumaczenie zawiłości chemicznego działania mózgu).

Zawiodłem się jednak na dr. Ebenie Alexandrze. Chociaż ładnie i zrozumiale tłumaczy pewne rzeczy, które działy się w jego mózgu, jego „dowód” kończy się tak naprawdę na stwierdzeniu „jest życie po życiu, bo ja go doświadczyłem”. Sceptykowi taka odpowiedź oczywiście nie wystarcza. Dlatego Eben Alexander to nieświeże mięso polewa grubą warstwą naukowego sosu, którym chce przykryć smród intelektualnej zgnilizny swojego „dowodu”. W wielu jednak miejscach nawet laicy zauważą, gdzie „dowód” się sypie.

Niesamowity przypadek doktora Ebena Alexandra

Warto zauważyć, że NDE Ebena Alexandra różni się od wielu podobnych historii, które możecie przeczytać na łamach „Wróżki” czy obejrzeć w „Nie do wiary”. Osoby „powracające z drugiej strony” to najczęściej ludzie, którym zatrzymała się akcja serca i doznają różnych wizji. Nic niezwykłego w XXI wieku. Jak dobrze wiemy już od kilkudziesięciu lat, nauka gdzie indziej postawiła granicę pomiędzy życiem a śmiercią. Prawdziwa śmierć to śmierć pnia mózgu. Z tej śmierci jeszcze nikt nie powrócił.

Eben Alexander przeżył jednak coś innego. W „Dowodzie” opisuje, że pewnego dnia bardzo źle się poczuł i dostał ataku podobnego do padaczki. W szpitalu zapadł w śpiączkę. Okazało się, że jego mózg zaatakowała pałeczka okrężnicy (Escherichia coli), która opierała się kuracji antybiotykowej (trzeba przyznać, że doktor ciekawie i wyczerpująco tłumaczy swój przypadek). Dokładnie jego kora mózgowa padła ofiarą bakterii. Co to według Ebena Alexandra oznacza? Choć nie umarł, jego kora mózgowa nie funkcjonowała. A skoro kora mózgowa odpowiada za tworzenie świadomości – to, co przeżył (odczuwanie miłości, anielskie istoty, kule światła, różne światy etc. nie będę zdradzał wszystkiego, jeśli ktoś chce przeczytać „Dowód”), nastąpiło rzeczywiście poza ciałem. Wielokrotnie powtarza, że ultrarzeczywiste przeżycie nie mogło być snem, bo przecież najbardziej pierwotna część mózgu nie mogłaby wytworzyć takich wizji.

Z dr. Ebenem Alexandrem nie zgadza się jednak wielu jego kolegów zajmujących się ludzkim mózgiem. Sam Harris czy Oliver Sacks powtarzają, że wizja Ebena Alexandra mogła mieć miejsce najzwyczajniej w świecie wtedy, gdy wybudzał się ze śpiączki, a jego kora mózgowa odzyskiwała władzę. Autor „Dowodu” nie miał przecież w „zaświatach” zegarka czy kalendarza, a wszyscy doskonale wiemy, że nawet krótka drzemka może owocować snem, który wydaje się nam trwać godzinami. Jeśli kiedyś zemdleliście, to tym bardziej znacie to uczucie – choć ludzie obok was mówią, że „odpłynęliście” na dosłownie parę sekund, to sen potrafił ciągnąć się długo i obfitować w wyraźne szczegóły. Dołóżcie do tego poważne uszkodzenie mózgu przez bakterie i „zaświaty” gotowe.

Wiara i nauka

Dlatego wszystko sprowadza się tu tak naprawdę do wiary. Eben Alexander przyznaje, że był osobą głęboko wierzącą, choć parę lat przed opisywanym zdarzeniem jego wiara osłabła, gdy popadł w depresję. Teraz po przeżyciu śpiączki i tych osobliwych wizji, twierdzi, że wiara i nauka dadzą się pogodzić, a on znajdzie na to sposób. I tu zaczyna się robić ciekawie…

Już pomijam, że plącze do swoich bajań mechanikę kwantową. Zostawię też to, że nagle zaczął wierzyć w inne „świadectwa”, telekinezę etc. Złe jest to, że Eben Alexander tłumaczy swoje przeżycie wręcz antynaukowo, wielokrotnie twierdząc, że to, czego nie potrafimy wyjaśnić, należy do sfery metafizycznej. Najgorsze w jego książce jest jednak, co innego.

Czytaj także: 10 najlepszych ateistycznych utworów muzycznych. Racjonalizm, ateizm i krytyka religii w muzyce

Eben Alexander kreuje się przez całą książkę, niemal na proroka czy nawet mesjasza. I tu w jego ocenie zgodzą się ze mną zapewne także osoby religijne. Eben Alexander pisze np. „Gdyby coś, czego doświadczyłem, przydarzyło się komuś innemu – komukolwiek – byłoby wystarczająco nadzwyczajne. Lecz zdarzyło się mnie…” Innym razem opisuje, że rzadko występujące w tamtym miejscu intensywne opady deszczu pojawiły się, gdy zapadł w śpiączkę i trwały wiele dni. Pisze o niewypowiedzianej misji, którą otrzymał z „zaświatów” i "cudownym" ozdrowieniu (jeśli mało prawdopodobne to to samo co cudowne). Podejrzane jest też, że poświęca dużo miejsca na opisanie tego, że był adoptowany (co przecież nie ma nic do jego „dowodu”). A raczej „wybrany” jak mówili mu rodzice… Motyw nieznanych rodziców znamy przecież z niejednej mitologicznej historii o proroku czy herosie (jak chociażby Mojżesz czy Edyp).

Książka Ebena Alexandra „Dowód” nie schodziła z pierwszego miejsca listy bestsellerów New York Timesa przez cztery tygodnie. Gratuluję Justynie Steczkowskiej, że słusznie zgaduje, jakie będą trendy w nadchodzących sezonie. 21 marca premiera książki neurochirurga. Przygotujcie się na karuzelę celebryckich powrotów z zaświatów i stek antynaukowych bzdur o gadaniu z aniołami.



Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...